Piję (redsik malinowy), palę (vaniliowe cygaretki), zajadam się pączkami (bo dziś Tłusty Czwartek) i próbuję uciec wyrzutom sumienia z powodu niewykonania planu – tak, mam plan…
Tak, zaczynam – znów – od początku, tym razem chyba po raz pierwszy na prawdę. Nie, nie zaczynam sama. Tak, mam teraz Wróżkę. Wróżka jest zarazem bardzo miła a jednocześnie niemiłosiernie konkretna. Lubi układać plany… Po latach wywnętrzniania się, to dość dziwna sytuacja… Czuję się lekko nieswojo wyznaczając zadania, daty i godziny, a zarazem to w jakiś sposób działą, już samo robienie planu trochę mnie ożywiło. Robienie planu to wszakże też jakieś działanie. Z drugą osoba jest jakoś łatwiejsze i zarazm…. hmm… realniejsze… jeżeli się coś wypowiedziało na głos, drugiej osobie, trzeba to potem wykonać…
Tak więc mam Wróżkę, mam plan i widzę światełko w tunelu, które być może nie jest światłem pociągu ani świetlikami…
Patrzę przed siebie!

